Dla młodzieży i dzieci szkolnych wakacje dobiegły już oficjalnie końca. Można jednak ciągle wracać myślami do wakacyjnych szlaków i słońca. Dla mnie takim wspomnieniem, do którego chętnie wracam teraz myślami, była wycieczka do Koninek, gdzie mimo całego spokoju i cudowności przyrody rzeczywistość pandemiczna przypomniała o sobie - na szczęście w dość pozytywny, dający nadzieję sposób. Stało się to za sprawą przydrożnej kapliczki, którą tyle razy jako dziecko mijałam nigdy nie skupiając się nad jej wezwaniem (na usprawiedliwienie mojej ignorancji dodam, że być może tabliczka z informacją o patronce pojawiła się tam dopiero po moich corocznych wizytach w tamtych gorczańskich stronach). Ciekawe jest to, że równie dobrze patronem chroniącym od zarazy mógłby być św. Sebastian czy św. Roch ale w Koninkach kapliczkę wystawiono właśnie świętej Rozalii. Bardzo możliwe, że jest to związane z faktem popularności kultu maryjnego, a więc kobiecego, na terenach wiejskich. Bez względu na motywacje poświęcenia świętemu danej płci kapliczka pięknie prezentuje się w gorczańskim krajobrazie. Ławeczka przed wejściem zachęca do odpoczynku a dwie piękne, stare lipy zapewniają cień tak poszukiwany w słoneczne, gorące, sierpniowe popołudnie. Według polskiej tradycji adaptującej opowieści z dalekiego i egzotycznego, bądź co bądź Bliskiego Wschodu, gdzie żył Chrystus ze swoją matką - to właśnie pod lipą (a nie pod palmą) schroniła się Święta Rodzina podczas ucieczki do Egiptu. Właśnie dlatego wiejskim, przydrożnym kapliczkom najczęściej w Polsce towarzyszą właśnie lipy. A ich charakterystyczne korony i tym razem ułatwiły mi lokalizację kapliczki z daleka (bo dziecięcej pamięci, w zakresie długości, wysokości i odległości nie można do końca ufać...).


We wnętrzu obrazy patronki i innych świętych, mały ołtarzyk i świeże kwiaty.
Kapliczka to idealne miejsce na zatrzymanie się a może nawet na podjęcie próby zastopowania nękającej nas obecnie pandemii. Udało się to w XIX w. gdy mieszkańcy Gorców wyczerpani najpierw powodzią, gradobiciem i głodem a potem epidemią cholery prosili o wstawiennictwo św. Rozalię. W efekcie modlitw Koninki i pobliskie Zagronie zostały ocalone.
O tych trudnych czasach pisał w swojej powieści pt. Pomór Władysław Orkan, który jest jednym z bardziej znanych Gorczan. W tworzeniu Pomoru Orkan wykorzystał wspomnienia swojej matki Katarzyny, która straciła ojca w czasie zarazy.
My też pamiętajmy o św. Rozalii żyjącej w XII w. na gorącej Sycylii. Szczególnie w dzień poświęcony pamiątce jej śmierci czyli 4 września.
Taki wizerunek świętej można znaleźć w zbiorach online Muzeum Narodowego w Krakowie:
Warto też odwiedzić krakowskie Muzeum Etnograficzne, w którym w izbie krakowskiej na ścianie ze świętymi obrazami w towarzystwie przedstawień o tematyce chrystologicznej i maryjnej znajduje się wizerunek właśnie tej świętej. Dlaczego? Rozalię Zaród ze wsi Kłyż wymalowała powałę, piec a także obramienia drzwi i okien izby. Taka forma zdobienia domów jest bardzo popularna na Powiślu Dąbrowskich które słynęło z malowanych chat (najbardziej znane znajdują się w Zalipiu).
📖 Strefa lektury 📖
Przy okazji zachęcam do przeczytania dostępnej online twórczości Władysława Orkana https://wolnelektury.pl/katalog/autor/wladyslaw-orkan/